piątek, 12 kwietnia 2019

Jeśli psioczysz na strajk w szkołach, musisz to przeczytać. Przejmujący list córki nauczycielki



''Moja mama zamiast zajmować się nami czy też sobą w ciężkich chwilach wolała chodzić do szkoły, pomimo zachrypniętego gardła, zapchanego nosa, kataru, bólu pleców czy też nóg! Nigdy nie zdecydowała się na wzięcie zwolnienia lekarskiego, mimo iż przysługiwał jej wtedy odpoczynek i czas na wyzdrowienie. - pisze córka jednej z nauczycielek

Kobieta doskonalne zdaje sobie sprawę z tego ile jej matka poświęciła dla innych. W tym moemencie jest ona już na emeryturze, ale postanowiła zabrać głos, aby zamknąć buzie hejterom, którym nie podoba się to, że nauczyciele postanowili walczyć o lepsze wynagrodzenie.

'' Postanowiłam napisać ten list otwarty ze względu na moją mamę, jest ona już emerytowaną nauczycielką, ale nie wyobrażam sobie abym przeszła obok złych komentarzy bez wyrażenia tego co myślę. Te teksty w stylu : '' Jeśli im się nie podoba to niech idą do biedronki'' są naprawdę odrażające, nie ze względu na rodzaj pracy, bo żadna praca nie hańbi i każde zajęcie jest świetne pod warunkiem, że jesteśmy szanowani i doceniani.  Nauczyciele poświęcają nam swój czas nawet wtedy kiedy nie muszą, moja mama nawet w czasie choroby nigdy nie poszła na zwolnienie lekarskie w obawie, że nie przerobi konkretnego tematu z uczniami, a oni przez to będą stratni o dodatkową wiedzę.


Uczyła w szkole przez 45 lat, wychowała około 500 uczniów, jestem z niej naprawdę dumna, że tyle dobrego zrobiła dla innych.

Nadgodziny, dodatkowa praca, nauka w weekendy, było mi przykro kiedy nie znajdywała dla mnie wystarczająco dużo czasu, ale wiem, że dzięki temu inne dzieci zyskiwały na wiedzy, która jest niezwykle ważna.

Moja mama ma pięcioro dzieci i nawet nie była na urlopie macierzyńskim czy też wychowawczym, ponieważ pragnęła aby jej uczniowie przerobili cały materiał, który był wymagany.

Ta praca to nie tylko wybór, to jej pasja i żyję nią każdego dnia. Nawet kiedy idziemy na spotkania rodzinne to najpierw chwali się ile to ma olimpijczyków w swojej grupie, a dopiero w drugiej kolejności mówi o własnych dzieciach. To że ktoś osiągnął sukces w pewnej części dzięki niej sprawia jej ogromną radość.


Moja mama organizowała mnóstwo wycieczek, aby dzieci mogły cokolwiek zobaczyć i poszerzyć swoje wizje świata. Poświęcała dodatkowe godziny na przygotowanie do olimpiad, a największą nagrodą było dla niej to, że mogła pomóc, jak to bywało w tamtejszych czasach nikomu się nie przelewało w domu, a kiedy taki uczeń dzięki długo godzinnych nauk mógł pochwalić się wygraną w wysokości 2000 zł skakała z radości, że dzięki wytrwałości mogła w pewnym sensie pomóc takiej rodzinie, dla których taka kwota to była ogromna pomoc w prowadzeniu domu.

Moja mama koniecznie chciała pokazać swoim podopiecznym inny świat, pragnęła by każdy z nich miał dobre wykształcenie i nie traktowała tego tylko jako pracy, ale jako cel do osiągnięcia, którego starała się trzymać za wszelką cenę. Efekty tego przychodziły później, które bardzo ją cieszyły, bowiem dołożyła się w jakiś sposób do czyjegoś sukcesu, a co za tym idzie lepszego życia.


Pewnie wielu z was pomyśli, że to co tu piszę to jakiś żart, ale uwierzcie mi wielu z tych nauczycieli naprawdę nie walczy tylko o dobra materialne, większość z nich chce być po prostu doceniona za trud jaki wkładają w swoją pracę i zaangażowanie. A teraz młodzież potrafi być naprawdę trudna...

Jeżeli zgadzasz się ze mną, że każdy z nich powinien być godnie wynagrodzony koniecznie udostępnij dalej moje przesłanie.'' - pisze kobieta

Co Wy sądzicie o tym wszystkim ? Czy podzielacie jej zdanie ?